POWRÓT

Misplaced Childhood (Zabłąkane dzieciństwo)

1.

  • KIMONO ZE SZTUCZNEGO JEDWABIU

  • 2.
  • KAYLEIGH

  • 3.
  • LAWENDA

  • 4.
  • SUITA GORYCZY

  • 5.
  • SERCE LOTHIANU

  • 6.
  • WODOPÓJ (EXPRESSO BONGO)

  • 7.
  • WŁADCA ZA KULISAMI

  • 8.
  • ŚLEPY ZAKRĘT

  • 9.
  • KONIEC DZIECIŃSTWA?

  • 10.
  • BIAŁE PIÓRA




  • KIMONO ZE SZTUCZNEGO JEDWABIU

    Skulony bezpiecznie w jedwabnym kimonie
    W bransoletach dymu, nic już nie rozumiem,
    Syty nikotyny, dawno łez nie ronię,
    Bezpieczny słowami, słów własnych się uczę,
    Bezbronna ofiara okrutnego żartu.

    Skulony bezpiecznie w jedwabnym kimonie,
    W koszmarze porannym, bez gwiazd mrużę oczy.
    Duch dzieciństwa zbłąkanego wstaje, aby mówić
    Sierocie serca złamanego, bez złudzeń, rannemu
    Uciekinierowi, uciekinierowi.


    Do góry

    KAYLEIGH

    Czy pamiętasz serca na murze kredą rysowane?
    Rankiem szkolne korytarze w księżycu skąpane?
    Kwiaty wiśni na rynku, co wiosną spadały,
    Jak confetti w twych włosach mi się wydawały?
    Ale powiedz, czy ci czasem serca nie złamałem?
    Przebacz mi i uwierz, że nigdy nie chciałem.
    Przykro mi, bo przecież bardzo się starałem.
    Lecz ty złamałaś mi serce...

    Kayleigh, czy już za późno jest na przepraszanie?
    Czy jeszcze kiedyś będziemy ze sobą?
    Już dłużej nie mogę, nie umiem udawać,
    że odszedłem, bo więcej nie chciałem być z tobą.
    Kayleigh, nigdy nie myślałem, że tak będę tęsknił,
    Bo, Kayleigh, wierzyłem w wieczną naszą przyjaźń.
    Mówiliśmy: "nasza miłość przetrwa wieki",
    Więc dlaczego tak szybko, tak gorzko przemija?

    Pamiętasz, pod gwiazdami, boso w trawie, w rosie?
    Pamiętasz, jak mnie całowałaś w Belsize na podłodze?
    A to, jak w baletkach na śniegu tańczyłaś,
    Że już muszę do domu, nigdy nie wierzyłaś?
    Ale powiedz, czy ci czasem serca nie złamałem?
    Przebacz mi i uwierz, że nigdy nie chciałem.
    Przykro mi, bo przecież bardzo się starałem.
    Lecz ty złamałaś mi serce...

    Kayleigh, chciałbym ci tylko powiedzieć "przepraszam",
    Ale, Kayleigh, boję się do ciebie zadzwonić
    I usłyszeć, że chcąc rozdarcie załatać
    masz już kogoś innego na mym miejscu w domu.
    Kayleigh, wciąż próbuję pisać miłosną piosenkę,
    Nawet bardziej, Kayleigh, niż gdy z tobą byłem.
    Może ona powie, że mieliśmy rację,
    A może dowiedzie, że się pomyliłem.


    Do góry

    LAWENDA

    Spacerem przez park szedłem marząc o iskierce,
    A w uszach grało mi szemranie fontanny
    Wśród letnich trawników błyszczącej kroplami.
    Usłyszałem dzieci, śpiewały piosenkę,
    A wesoło śpiewając, przebiegły przez tęczę,
    A piosenkę śpiewały właśnie tę dla ciebie.
    Tak mi się zdawało - piosenkę dla ciebie,
    Właśnie tę, którą pragnąłem napisać dla ciebie.

    Lawenda błękitna, dana dana, lawenda zielona,
    Kiedy będę królem, dana dana, ty moja królowa.
    Grosz za twoje myśli, miła,
    Grosz za twoje myśli, miła,
    Wszystko za twą miłość, wszystko za twą miłość.
    Lawenda zielona, dana dana, lawenda błękitna,
    Ty będziesz mnie kochać, dana dana, a ja ciebie, śliczna.
    Grosz za twoje myśli, miła,
    Grosz za twoje myśli, miła,
    Wszystko za twą miłość, wszystko za twą miłość.


    Do góry

    SUITA GORYCZY

    I. KRÓTKIE SPOTKANIE

    Pająk ślepo wędruje w cieple cienia,
    Nie jak stwór królewski z pogranicznej groty,
    Ale biedne, zbłąkane bez celu stworzenie,
    Znajomy nieznanego szkockiego poety.

    Mgła gęstym obłokiem wypełza z kanału
    Jak odwieczny duch pierwszego romansu,
    Potem znika w kaskadzie neonowych pyłów.
    Ja przy telefonie czekam niczym ojciec,
    Lecz goździk dla ciebie już gnije w wazonie.

    II. STRACONY WEEKEND

    Pociąg drzemie leniwie na bocznicy,
    Maszynista sączy kolejne tanie piwo,
    Zmywa pamięć piątkowej nocy w klubie.
    Kwiatem ulicy była lat szesnaście mając
    Lat trzydzieści cztery, nadal ulicznica,
    Matka jeszcze wczoraj piękną ją nazwała,
    A ojciec tylko wycedził: "To dziwka".

    III. BŁĘKITNY ANIOŁ

    Niebo w Lyonie było zasnute chmurami
    Tamtego dnia, gdy spotkałem Magdalenę.
    Stała nieruchoma w mdłym świetle latarni,
    Nie chciała powiedzieć swojego imienia.

    Bransoletę miała z sińców fioletową
    Odciśniętych brutalnie na białym ramieniu.
    Dwieście franków w świątyni, wiodła mnie za sobą
    Tam gdzie nikną smutki wśród tańczących cieni
    I pośród świec płomiennych języków słyszałem
    Głos szeptem do ucha: "Twe serce ocalę".

    IV. POMYLONA RANDKA

    Za późno już skrobać słowa na papierze,
    Coś się ugina, pęka pod naciskiem,
    Już widać pęknięcia, a więc koniec bliski,
    Za późno ratować...
    Gwiazdą w trzy dni być miała, ale jej nie chcieli,
    Prysnął sen - wykpili, bez niej odlecieli
    Odeszli bez słowa.
    Więc jeszcze jedno bez sensu spotkanie,
    I jeszcze jedna randka pomylona,
    Z tobą,
    Obok ciebie spędzona.

    V. KCIUK NA WIETRZE

    Na obrzeżach nicości,
    Na objeździe dokądś,
    Na granicy niezdecydowania,
    Zawsze wybiorę okrężną drogę.
    Czekam na deszcz,
    Bo urodziłem się z nawykiem,
    Kciuk na wiatr wystawiam
    Na znak, gdy deszczu pierwsze krople.
    Niech pada...


    Do góry

    SERCE LOTHIANU

    I. CWANIAK

    Cwaniakami urodzonymi z sercami Lothianu,
    Tak, cwaniakami byliśmy z sercami Lothianu,
    O, cwaniakami niewątpliwie z sercami Lothianu.
    Szósta wieczorem wśród miejskich wieżowców,
    Stalagmitów kulturowego szoku,
    Gdy miotacze świateł fantazji gną się, wiją
    Tryskając hormonami na perfum uniform,
    Gdy anarchia w Royal Mile śle uśmiechy,
    Gdzie czekają na takich drani, łotrów i cwaniaków,
    Kowbojów, co szukają wieczornej uciechy
    U pań, które szczęśliwie złapią dziś chłopaków,
    Tam cele piątkowe z pewnością zaliczą.
    I ja się urodziłem z tym sercem Lothianu.
    Tak, urodziłem się z sercem Lothianu.
    O, z sercem Lothianu...
    Tak, urodziłem się z sercem Lothianu,
    Z tym sercem Lothianu.

    II. WOŁANIE O BIS

    Facet z piśmidła zdjęcie chce ci zrobić,
    pókiś taki ładny, zanim chwila minie,
    "Bo jak aktor wyglądasz, prościutko na plakat",
    A czujesz się jak pijak w najgorszej melinie.
    Jak się tu znalazłem, po co siedzę tutaj?
    Dlaczego puścili playback na koncercie?
    "Wiesz, chłopaki chcą lecieć gdzieś do mokrej dziurki.
    Chodźmy!"
    Ach, smutne miał oczy człowiek w lustrze...


    Do góry

    WODOPÓJ (EXPRESSO BONGO)

    Taksówki zjeżdżają z szyderczą powagą
    Pogrzeb to, a mizdrzą się na grobie cnoty
    Raj to był stracony, czy raj, który znajdą?
    Szacunek zyskaliśmy, czy trwamy przy swoim?
    Miłość odnalazłaś, lub tylko tak czułaś
    A cwaniacy twe serce, na ręku tatuaż
    Więc kiedy myślisz, że czas iść,
    Kiedy myślisz, że czas iść,
    Nie dziw się, że nie chce cię nikt.

    Wielebny handluje, sprzedaje omamy
    Łypiąc na kelnerkę, żywą lalkę Barbie
    I anioły przy barze, martini i wdzięki,
    I kłamliwe słowa, i kłamliwe gesty
    I gapią się na wersety,
    Tanie wino,
    Cwaniaków,
    Co za zbrodnie swe noszą ślady ich buziaków.
    Więc kiedy myślisz, że czas iść,
    Kiedy myślisz, że czas iść,
    Nie dziw się, że nie chce cię nikt.


    Do góry

    WŁADCA ZA KULISAMI

    Miłosna piosenka, której wartość mija
    Kłamie, że nic nigdy dla mnie nie znaczyłaś
    Słaba, dziecko valium, znudzona zderzeniami
    Zabłąkany snop światła, diament w lód schwytany
    W cienkie białe linie lustro popękane
    A ja chciałem tylko, byś mi pierwszą była
    Ach, jak bardzo chciałem, byś mi pierwszą była
    Lecz popioły płoną, odchodzą w niepamięć
    Tak, popioły płoną, odchodzą w niepamięć

    Styl życia odarty z ostatków prostoty
    Lecz nie oczekuję od ciebie litości
    Nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać
    Rozdzieleni przez wszystko, co miało nas scalać
    Władcą poza sceną, w słowa uwikłany
    Jestem zbyt na zewnątrz i wewnątrz schowany
    Chociaż chciałem tylko, byś mi pierwszą była
    Wierz mi, chciałem tylko, byś mi pierwszą była
    Ale mosty płoną, ich pamięć przemija
    Nasze mosty płoną, ich pamięć przemija


    Do góry

    ŚLEPY ZAKRĘT

    I. WOKAL W KRWAWYM ŚWIETLE

    Nocą powiedziałaś, że zimny jestem, obcy
    Jakbym był myślami daleko od ciebie
    A ja chcę być wolny, szczęśliwie samotny
    Czy już nie potrafisz dalej żyć beze mnie?
    Zostaw mnie samego z moimi myślami,
    Uciekam od ciebie, nie zostanę za nic
    Tak ratuję siebie, uratuję siebie.

    II. OBCY PRZECHODNIE

    Rozpięty pod naszyjnikiem świateł karnawału
    Zimny księżyc wisi gdzieś na skraju nocy
    Nie mam więcej siły, aby walkę toczyć

    Więc obcymi jesteśmy teraz przechodniami,
    Osobne stoliki, mijamy spojrzenia
    I pieśni miłosne dla obcych piszemy,
    Dla tych obcych przechodniów, co już są za nami
    A kłamstwa skrzą się mokrymi kroplami
    Błyszczą atramentem na papierze białym.

    III. MYLO

    Ach, pamiętam Toronto w dniu, gdy odszedł Mylo
    Siedzieliśmy milcząc, płacząc do słuchawki
    Nigdy nie czułem się samotny bardziej
    On pierwszy z nas odszedł, on pierwszy przeminął
    Niektórzy z nas gasną w blasku zapomnienia,
    A inni odchodzą w ciemności sukcesu
    To jest cena niesławy, granica obłędu

    I kolejny hotel bezdomnym jest domem
    Facet mikrofonem grozi mi jak bronią
    "Mów do mnie, wyjaw swą historię"
    Więc o bólu mówiłem i coś o sumieniu,
    A on gapił się w okno, pierwsze krople deszczu
    Pomyślałem, że chyba zaraz oszaleję
    Więc chwyciłem butelkę, a on do drzwi ruszył
    Tabletki nasenne nadepnął, pokruszył,
    Podnosząc te okruchy, paskudnie zakląłem.
    IV. CHÓD PO OKRĘGU

    Byłoby to niezwykłe, gdybyśmy tak mogli
    Wyśledzić raz jeszcze przeżyte tu chwile
    Wszystkie swe zderzenia
    Zmęczony, zmęczony tak jeszcze nie byłem
    Nie wiedziałem, że mogę tak daleko chodzić
    Wokoło okręgu
    Czuję, jest ktoś tutaj, ktoś z przeszłości, z dawna
    Okryty tajemnicą, bezwiednie przybywa,
    To dziecko, moje dziecko, to moje dzieciństwo
    Zbłąkane dzieciństwo, oddajcie mi dzisiaj.
    Dzieciństwo, dzieciństwo, zbłąkane dzieciństwo
    Oddajcie je dzisiaj, oddajcie mi dzisiaj.
    V. PRÓG

    Widziałem w pralni wdowę po żołnierzu
    Sprać chciała wspomnienia z ubrań swego męża
    Medale upięte na wytartym płaszczu
    Jej gardło ściśnięte, a oczy jak cmentarz.

    Widziałem konwoje na niemieckich drogach
    Jadące na wojnę, by wojnę wywołać
    Aby zemstę wywrzeć, upokorzyć wroga...
    Ja już dłużej nie mogę, znieść tego nie zdołam.

    Widzę białe flagi ponad fabrykami
    Łyżki zupy trzymane przy ustach biedaków
    Dzieci pustych oczu, gwałtu ulicami
    Czy ktoś o tym myśli? Ja już nie potrafię!
    Może "do widzenia" już powiedzieć mamy?

    Widzę księży, przywódców? Martwych bohaterów
    W plastykowych workach czarnych pod flagami
    Widzę dzieci płaczące, wyciągają ręce
    Poparzone napalmem, choć to nie w Wietnamie

    I już dłużej nie mogę! Mam się zgodzić na to?
    Mam usprawiedliwić?
    Dłużej się nie dziwić?
    I to mi każą nazywać ich cywilizacją!


    Do góry

    KONIEC DZIECIŃSTWA?

    Wreszcie nastał ranek
    Zastał mnie z mym żalem
    Za dzieciństwem, które, przepadło - myślałem
    Wyjrzałem więc oknem
    Na tęczę i srokę
    Przestawało padać
    Już nie byłem sam
    Odwróciłem się wolno, stanąłem przed lustrem

    I ujrzałem ciebie, dziecko, co kochało
    Dziecko, zanim życie serce mu złamało
    Moje serce, które miałem za stracone
    Hej, ty, zaskoczony? Zupełnie zdumiony?
    Bo znalazłeś odpowiedź na wszystkie pytania
    A odpowiedź w twych oczach wciąż była schowana
    Czy nie wiesz, że wtedy mogłeś wrócić do niej?

    Lecz to przypomnieniem byłoby problemów
    Które dobrze znałeś, wróciłbyś nieszczerze
    Bo ona dążyć musi sama do swych celów
    A ty także własną drogę znów obierzesz

    Teraz widzę siebie, mogę zrobić wszystko
    Nadal jestem dzieckiem
    Bo z wszystkiego kierunek zabłąkał się tylko
    Lecz znalazł się wreszcie
    Bez końca dzieciństwo

    Przyjacielu z dzieciństwa, poprowadź, poprowadź!
    Hej, ty! Jesteś znowu!
    Odrodziłeś się teraz pod tęczą i sroką
    I wiesz już dlaczego musisz znów stąd odejść

    Znalazłeś pochodnię, światło przeznaczenia
    Płonące w popiołach, przeszłości wspomnieniach
    I pragniesz świat zmieniać
    Na śmierć się skazałeś, buntownik złamany
    Gdy się oglądałeś w przeszłości omamy
    Lecz masz światło teraz

    To ty, naprawdę, dziecko, co kochało
    Dziecko, zanim życie serce mu złamało
    Nasze serce, które miałem za stracone

    Teraz widzę siebie, mogę zrobić wszystko
    Nadal jestem dzieckiem
    Bo z wszystkiego kierunek zabłąkał się tylko
    Lecz znalazł się wreszcie
    Bez końca dzieciństwo
    Przyjacielu z dzieciństwa, poprowadź raz jeszcze!


    Do góry

    BIAŁE PIÓRA

    W osiemdziesiątym pierwszym wybiegłem na ulicę
    Koronę poety znalazłem i w rynsztoku serce
    Pocałunków drut kolczasty poczułem, jak lód łzy
    Gdzie byłem przez te lata? Gdzie powinienem być?
    Ujrzałem polityków obłudę, polityczne kłamstwa
    Lecz zetrę z ich oczu ten uśmiech zarozumialstwa

    I poniosę wasze białe pióra tchórzów
    I poniosę wasze białe flagi w górze
    I przysięgnę, że nie mam już narodu
    Lecz mam serce i sercem się chlubię
    Moim sercem - więcej go nie zgubię

    Nam nie trzeba waszych mundurów, tej maskarady
    Podzieleni upadaliśmy, lecz razem damy radę

    I poniesiemy wasze białe pióra tchórzów
    I poniesiemy wasze białe flagi w górze
    Przysięgniemy, że nie mamy narodów
    Nasze serca - w nich nosimy swą dumę

    I poniesiemy wasze białe pióra tchórzów
    I poniesiemy wasze białe flagi w górze
    Przysięgniemy, że nie mamy narodów
    Nasze serca - w nich nosimy swą dumę

    Mamy serca, nasze serca
    Już nam ich nie odbiorą więcej
    Nie ukradną ich nigdy więcej
    I nie przestraszę się, nie odejdę
    Nigdy więcej.


    Do góry

    POWRÓT