powrót

MARBLES TOUR POLAND / KRAKOW DIVISION

TRASA 17/05/04

Na początku obawiałem się, że nie zdążę. Po wcześniejszej rezerwacji O 10 rano wsiadłem do BUSA z Wrocławia do Krakowa. Miałem tam dojechać na 14:00 - jednakże drogowe roboty pozwoliły na dotarcie dopiero o 15:40. Wiedząc, że od 16:00 będą w Empiku mój poziom adrenaliny rósł odwrotnie proporcjonalnie do upływającego czasu. Przed czwartą byłem już na rynku i... trudno było nie zauważyć tłumu ludzi - wszelakiego wyglądu, wieku, płci (te akurat są tylko dwie). Pozostało mi tylko załadować film do aparatu i czekać.

RYNEK 17/05/04

Pod mini sceną zaimprowizowaną przez krakowskich organizatorów pojawiło się kilkaset osób (500-700) przybyłych celowo i przynajmniej raz tyle kręcących się przypadkiem. Na scenę w pewnym momencie - około 16:10 wyszli panowie Steve Rothery, Pete Trewavas i oczywiście Steve 'H' Hogarth, zrobiło się magicznie. Krótkie przywitanie i zaczęli grać. Mini koncert akustyczny - specjalnie dla polskich widzów składał się z siedmiu utworów i jednego bisu - szczególnie zapadł mi w pamięci "This is a 21st Century" i "Marbles I". Koncert był jakby krótkim slajdem - przedsmakiem po tym, czego można oczekiwać nazajutrz. Końcowe Easter wywołało oczywiście burzę oklasków i niesamowite wręcz wrażenie jedności i 'odnalezienia lepszej strony życia'. Koncert zagrany naprawdę dobrze. Steve Rothery i Pete Trewavas na swoich strunowych maszynach - choć z małą zamianą. Zaś sam H? W doskonałej formie, uśmiechnięty i widocznie szczęśliwy. W różowej koszuli i błyskających słonecznych okularach.

Po koncercie szybkie bieg na dół EMPIKU, tam miały być podpisywane płyty. Chwile oczekiwania i już są. Ze względów organizacyjnych i ilości przybyłych osób (koncert trwał 30-40 minut, a podpisy prawie 180!!) do 'Pokoju Podpisów' byliśmy wpuszczaniu po pięć osób. W pewnym zostaliśmy poinformowanie o podpisywaniu tylko dwóch rzeczy na głowę - dlaczego? Pierwsze osoby podały do podpisu książeczki z wszystkich płyt, single, bilety, książki etc, etc. Ja byłem niestety czterdziesty i już tylko dwa komplety podpisów - ale i z tego się cieszę. Oczywiście reakcje ochrony - której było dużo były stonowane, ale dość szybko wypraszali z pokoju. Ale kilka zdjęć jest.
Około 20 pojawili się przed EMPIKIEM, gdzie czekało kilkoro wiernych fanów. Pojawiła się możliwość wspólnych zdjęć, zamienienia kilku słów, zebrania dodatkowych podpisów. Po tym wszystkim panowie Steve, Pete, Ian, Steve, Mark (łysy jak kolano? - nie jak księżyc, co przydało się podczas koncertu), w grupie kilku przyjaciół z managementu koncertowego udali się na kolację do restauracji "Chłopskie Jadło".



RYNEK 18/05/04

Przechadzając się po raz tysięczny po Krakowie i po raz setny przed oczekiwaniem na koncert spotkałem Steve'a Hoghart'a w pełnym słońcu około 14 na spacerze po Rynku. Znalazł kilka minut na rozmowę - co dla mnie było bardzo miłym przeżyciem:

T - Hej, Witaj Steve
H - Cześć
T - Niezły koncert daliście wczoraj w Rynku, przyszło kilkaset osób, spodziewałeś się tego?
H - Tak, nam też było miło wystąpić przed tyloma ludźmi, choć nie podziewałem się takiej ilości. To bardzo miłe.
T - Jak by nie patrzeć jesteście w Polsce znani i rozpoznawalni, a darmowy i nietypowy koncert dla fanów, to coś zawsze bardzo oczekiwanego.
H - Mieliśmy dzień odpoczynku i wcześniej o tym myśleliśmy, udało się zrobić. Jesteśmy szczęśliwi.
T - Restauracja 'Chłopskie Jadło' dobrze was nakarmiła?
H - Tak (śmiech), ale wasze jedzenie jest specyficzne, nie jest to najprostsze, zwłaszcza bigos, ale uwielbiam pierogi - robicie je świetnie.
T - Odpoczywasz przed koncertem, pogoda dopisuje, jak wrażenia z Krakowa?
H - To bardzo piękne miasto, znam je już dość dobrze (śmiech) nie jestem tu pierwszy raz. Ale zawsze jest bardzo miło, to specyficzne i stare miejsce. Widzę, że słuchasz Porcupine Tree? (Signify wystawiła się ku słońcu - taką akurat koszulkę miałem)
T - Tak, to jedna z moich ulubionych grup. Można powiedzieć, że razem stoicie bardo wysoko.
H - Znam Steven'a osobiście, jesteśmy przyjaciółmi, często się spotykamy - czasem pośpiewamy, pogramy. Bardzo szanuję jego i cały zespół, a 'Signify' to jedna z ulubionych płyt.
T - Czy sądzisz, że możecie podczas następnej trasy zagrać we Wrocławiu? Moim rodzinnym mieście? Koncerty w Krakowie są bardzo elektryzujące -jednakże wiele osób musi dojechać. Są tu dziś ludzie z Zielonej Góry, Poznania, Gdańska...
H - To na północy, piękne stare miasto
T - ...Wrocławia czy innych miast. Koszta dramatycznie rosną, Bo to nie tylko bilet, ale i dojazd, jedzenie, czasem nocleg.
H - Ja jestem otwarty na propozycje, chłopaki też - lecz nie wszystko zależy od nas: promotor, marketing, organizator itd. Może jednak kiedyś...
T - W takim razie zapraszam. Gwarantuję dobre polskie jedzenie, atrakcje turystyczno-historyczne i wspaniałą, wygłodniałą publiczność z mojego rejonu kraju.
H - Może będzie kiedyś okazja, zagramy tam z przyjemnością.
T - Nie zajmuję już więcej czasu, dziękuję za rozmowę i do zobaczenia wieczorem.
H - Dzięki również. Do zobaczenia - zaczynamy ósma piętnaście.. PLAY MARBLES.



TS WISŁA 18/05/04

Hala TS Wisły znana mi jest dość dobrze. Kilkadziesiąt Dobrych Koncertów tam się odbyło, na kilku miałem przyjemność być. Wszyscy już prawie weszli, ja się tam pojawiłem około 18:40. Podchodzę do wejścia i oczywiście szpaler ochroniarzy - jak na lotnisku (jakże inaczej w stosunku do Fish'a w Poznaniu w CK Zamek). Ochroniarze: 'Bilet, Co W Plecaku itp. Pani Ochroniarka - ZA CO DZIĘKUJĘ - rozpoczyna dialog:

O - Co Pan ma w torbie, kamerę?
T - Nie aparat.
O - Profesjonalny? Proszę pokazać!
T - Nie amatorski, dość stary (Praktica MTL5 + obiektyw Pentacon 135/2,8)
O - O! Proszę Pana! To bardzo PROFESJONALNY sprzęt, nie może pan z nim wejść!
T - Chyba nie sądzi Pani, że zostawię go na trzy godziny na parapecie przed salą?
O - No nie wiem? Ale nie może pan wejść.
T - W takim razie zostawię go wraz z kurtką i plecakiem w szatni.
O - A jaka mam pewność, że nie będzie Pan robił zdjęć?
T - Szczerze? Żadnej. Ale go zostawię.

Po szczęśliwym dostanie się do środka, przepakowałem aparaty (drugi jak zawsze w zapasie), filmy i obiektywy do kieszeni, resztę oddałem i ruszyłem w tłum. Przy schodkach prowadzących na górę stoisko z płytami (10-120 PLN), DVD (80-120PLN), koszulkami (50-90PLN). Ale nagle zrobiło się głośniej. To norweski support na tegorocznej ogólnej trasie MARILLION MARBLES TOUR 2004 - GAZPACHO. Na prawie całej trasie, gdyż na terenie Wysp Brytyjskich zastąpi ich Kid Galahad. Na razie jednak skoncentrujmy się na Hiszpańskiej Zupie Pomidorowej. Zespół wystąpił w składzie: Jan Henrik Ohme /wokal, instrumenty perkusyjne, gitara i mandolina/ Jon-Arne Vilbo /gitara/, Thomas Alexander Andersen /keyboards/, Roy E. Funner /gitara basowa, gitara, perkusja/, Robert Risberget Johansen /perkusja/. Zagrali około 40 minut tworząc prawdziwie wybuchową mieszankę bardzo interesującego grania. Przedstawili materiał ze swoich dwóch płyt, używając zarówno standardowych instrumentów (gitary, klawisze, perkusja) jak i niekoniecznie stricte rockowych (skrzypce). Publiczność reagowała bardzo żywo, - mimo, że nie ciężko jest dostać ich płyty w Polsce, część utworów wydawała się znajoma, być może, dlatego, że to można ściągnąć całe dwie płyty ze strony internetowej zespołu - są one tak przygotowane by odtworzyć się tylko trzykrotnie, - co pozwala jednak na zapoznanie się i podjęcie decyzji o zakupie. Mimo, jasnego dnia i braku możliwości wykazania się światłami, - co z pewnością podniosłoby walory wizualne, zespół prezentował się całkiem dobrze, ściśnięty niejako w wolne miejsce między końcem sceny a sprzętem gwiazdy. Rozmowy podsłuchane i prowadzone później przeze mnie utwierdziły w przekonaniu, iż występ i utwory się podobały. Choć słyszałem, iż w pewnym momencie do wybuchu wulkanu zabrakło growlingu, albo przynajmniej porządnego, wybijającego szyby w oknach krzyku.



Tuż przed ósmą nastąpiła przerwa. Korzystając z okazji tajemnym - dobrze znanym, niektórym - przejściem wydostałem się z hali i ruszyłem przepłukać gardło. Po drodze spotkałem naszego guru Piotra "DJ Kosiak'a" Kosińskiego, z którym zamieniłem kilka zdań, o Gazpacho i wrocławskich koncertach. Przy barze zaś spotkałem wymęczonego, gorącego jeszcze od wrażeń Jana 'The O' Ohma... i przegadaliśmy prawie pół godziny, w pewnym momencie dołączył do nas manager trasy Stefan . Zaś treść samej rozmowy, to może innym razem. Poczuliśmy wibracje bębnowe - czas więc wracać.

Zaczęło się. Na scenie, jeszcze przy dziennym świetle pojawili się Panowie z MA-RIL-LION. The Show Must Go On - albo raczej PLAY MARBLES! Wszystkie osoby czekające na ta chwilę, uradowały się. Pojawiły się oklaski a po pierwszym utworze 'The Invisible Man' burza oklasków z ponad 2000 rąk. Hogarth doskonale wyżymał pianino, przy którym grał Oczywiście większość przybyłych zna doskonale utwory z nowej płyty, co można było zauważyć przy 'Marbles I' a w szczególności przy bardzo przebojowym, a jakże inaczej brzmiącym singlowym 'You're Gone'. Steve Hogarth z początku ubrany w garnitur, do 'Angeliny się już rozebrał - czytaj pozbawił marynarki. Od początku zespół dawał z siebie wszystko. Publiczność pomagała, gdyż Steve z uporem dyrygował - posłuszną publicznością. Można by pomyśleć, - bo takie opinie słyszałem, że to już nie to, że to nie ten marillion - ale ja się z tym nie zgadzam. To właśnie ten marillion. Dorosły, przemyślany, zaplanowany. Utwory z najnowszej płyty niby takie lekkie i przyjemne, a tym czasem przyjemne rzeczywiście, jednocześnie dające niezłego kopa i dające do myślenia. Taką Muzykę lubię, Muzykę w której można się zapomnieć, Muzykę dzięki której możemy cos odkryć, lub w coś zagrać. Pod koniec pierwszej części, gdy zabrzmiał ' Neverland' większość z nas była gdzieś daleko, poza murami hali TS Wisła. My zaś mogliśmy zagrać w Kulki w pełnej cztero częściowej wersji. I po kilkudziesięciu minutach H pożegnał się dając sobie, muzykom i publiczności 10 minut na odpoczynek, zaś obsłudze technicznej podkręcając obroty. Schodząc ze sceny zapowiedział powrót ze starszymi utworami.

I rzeczywiście. Gdy rozbrzmiał 'This Is The 21st Century' ze wspaniałym popisem zarówno Stev'a Rothery'ego jak i Ian'a Mosley'a. Panowie do najmłodszych nie należą, ale zdecydowanie potrafią wielu młodszym porządnie dokopać. Pierwsza klasa! Muzycy rozgrzali się i rozkręcili jeszcze bardziej, zaczęli przechadzać się po scenie Steve ( R ) wraz z Pete'm się zamieniali, grali razem. Oczywiście pojawił się 'Quartz', 'The Party' i 'Living in A Big Lie' oraz oczekiwany podczas koncertów, a niejednokrotnie 'przeskakiwany' podczas słuchania 'Anorahnophobii' 'Beetween You And Me' - niesamowicie energetyczny, tak bardzo iż z tej części zdjęcia mam nieostre. Panowie wyszli, ale gardła fanów nie dawały spokoju i wrócili na bisy. Pojawił się set złożony z zagranych kolejno: 'Estonia', 'Uninvited Guest', 'Cover My Eyes'. Pojawił się słynny instrument Hogarth'a. To dziwne urządzenie kukająco-świergoczące pozwoliło raz jeszcze pokierować publicznością i cała sala zamieniła się w słuchowisko przyrodnicze. Nawet kurant, który mam w domu, a który co kwadrans kuka normalnie a co godzinę specjalnie - nie jest w stanie wygrać z tym słuchowiskiem. Po prostu cudowne. Ludzie już zmęczeni, muzycy też, ale po wszystkim udało się wykrzyczeć i wyklaskać jeszcze jeden bis. To był 'EASTER', zaśpiewany razem z publicznością i niesamowicie wydłużony. To już naprawdę na do widzenia.



KONIEC

Czego MI Brakowało? Zawsze coś się znajdzie - 'Interior Lulu' i 'The Space' dokopałoby mi jeszcze bardziej, zwłaszcza, ze kolejny raz no koncercie krakowskim, nie zdążyłem na pociąg do Wrocka i półtorej godziny siedziałem na dworcu. Ale warto było i następnym razem zrobię tak samo. Ogólnie koncert bardzo żywy energetyczny. Mistrz ceremonii umie kierować publiką, choć ta też pokazała, że może nie siedzieć cicho. Steve Rothery kilkakrotnie się uśmiechną, kosmicznie wyglądający Mark Kelly uśmiechał się prawie cały czas - szczęście biło od niego. Ian Mosley dał po garach, a Pete Trewavas to drugi lider sceny, szalał ze sprzętem video i na telebimie puszczał okiem kamery, swoje zagrywki, widok na publiczność - co zresztą robił również H. Sala Wisły mimo iż nie najlepsza pod względem akustyki (jest po prostu głucha), brzmi jednak lepiej niż wrocławski KOLOR. Steve powiedział mi wcześniej, ze postarają się przyjechać na większą trasę przy najbliższej okazji. Materiału z sesji DAT.MARBLES jest nie na podwójny album, ale na co najmniej cztery krążki. Może już niedługo... Tymczasem: 'I found the better side of life, I Play Marbles'.

SET LIST Kraków 17/05/04
Marbles I
Don't Hurt Yourself
This is the 21st Century
You're Gone
80 Days
Answering Machine
Cover My Eyes

Easter - bis

SET LIST Kraków 18/05/04
Part One:
The Invisible Man
Marbles I
You're Gone
Angelina
Marbles II
Don't Hurt Yourself
Fantastic Place
Marbles III
The Damage
Marbles IV
Neverland

Part Two:
This is the 21st Century
Quartz
Bridge
Living with the Big Lie
The Party
Between You and Me

Bis Part One:
Estonia
Uninvited Guest
Cover My Eyes

Bis Part Two:
Easter