powrót

'Blackwater Park'

O P E T H: 'Blackwater Park'

To album znakomity! Dźwięki płynące z tej płyty porażają, wzruszają, sypią iskrami, kołyszą łagodnością, przenoszą w inny wymiar. Ta płyta z trudem poddaje się racjonalnemu osądowi. Tu działają emocje: silne, wyraziste, pełne kontrastów ale tworzące to 'coś'- piękno.

Co to za muzyka? Jeżeli komuś pomaga definiowanie, to będzie miał kłopoty. Te dźwięki (w całości) nie bardzo poddają się klasyfikacji. Chyba najbliższe prawdy będą określenia:'symfoniczny metal' lub 'progresywny metal'. Co to znaczy?Instrumentarium jest metalowe (gitary, perkusja) ale na tej płycie odzywa się fortepian i akustyczna gitara. Jest śpiew zwany growlingiem ( to raczej wydobywanie głosu) ale jest też 'czysty', melodyjny, łagodny wokal. Są długie, rozbudowane kompozycje i zaskakujące aranżacje. Jest dobrze rozumiana wirtuozeria instrumentalna, są przepięknej urody melodie i działające na 'duszę' balladowe motywy. Ale (!) to muzyka dość trudna w odbiorze. To jest granie, które nie schlebia tanim gustom ale 'zmusza' do słuchania. To jest granie, które 'żąda' otwartości na różne formy ekspresji dźwiękowej oraz pewnej wiedzy o muzyce, też metalowej. To jest muzyka, która łączy w sobie wiele gatunków, ale która posiada swój własny, oryginalny styl.

Opeth to zespół szwedzki- jedna z najciekawszych kapel obecnych czasów. Powstał w 1990 roku, na gruzach krótko istniejącej kapeli Eruption. Skład osobowy zmieniał się ale szybko zaczęli koncertować. Przez wiele lat grali dla szwedzkiego undergroundu. Wreszcie podpisali kontrakt z wytwórnią i w 1995 roku wydali swój pierwszy album. Próbowano ich zaklasyfikować do Nowego Nurtu Szwedzkiego Metalu ale nie bardzo się tam mieścili. Po drugim albumie (1996), w którym elementy progresywnego grania stały się bardzo wyraźne, zyskali przychylność krytyki. 'Blackwater Park' jest ich piątym krążkiem (2001 r.). 'Zrobili' go panowie: Mikael Akerfeldt (lider, wokal, gitary), Peter Lindgren (gitary), Martin Lopez (perkusja), Martin Mendez (gitara basowa). Ale album ten stworzył też jego producent- Steven Wilson. (lider, gitarzysta, wokalista zespołu Porcupine Tree). Jego wpływ na nową propozycję Opeth jest tak duży, że mamy do czynienia z prawie nowym zespołem i prawie innym graniem. Zagrał też na fortepianie i zaśpiewał we fragmentach paru utworów. Ten człowiek, ten artysta, jest wielki!

'Blackwater Park' jaka to płyta? Dostaliśmy mistyczne połączenie klimatycznego metalu i progresji. Rozpoczyna 'The Leper Affinity'- pojedynczy, niepokojący dźwięk narasta, gęstnieje i nagle wyrasta ściana gitarowego, metalowego grania wsparta growlingiem. W połowie tego ponad dziesięciominutowego utworu zmienia się tempo, słychać gitarę akustyczną i śpiew: delikatny, melodyjny, przejmujący. Potem znowu dostajemy 'metalową jazdę', która w ostatnich minutach zmienia się w piękne dźwięki fortepianu. Są w tym utworze kontrasty brzmieniowe, są piękne melodie, są emocje- a wszystko to znakomicie zagrane. Dalej jest jeszcze lepiej! W 'Bleak' jest mocno i melodyjnie. W połowie pojawia się delikatny śpiew, akustyczna gitara, przepiękna melodia i psychodeliczna solówka gitarowa. Znowu powraca 'metal' i obie te stylistyki przeplatając się rosną, potężnieją osiągając apogeum i dźwięku, i emocji. Wspaniale. Kiedy po dziewięciu minutach pojawiają się trzaski, jak ze starego radia, dostajemy coś z klimatu Pink Floyd, który to klimat dominuje w kolejnym utworze pt. 'Harvest'. Ten fragment płyty oparty został na akustycznej gitarze i melodyjnym wokalu. Trudno uwierzyć, że to jeszcze Opeth a nie Pink Floyd. Pięknie!

Z kolei 'The Drapery Falls' przywołuje granie Anathemy z albumu 'Judgement' a w końcowej części słychać prawie 'Porcupine Tree'. Tak pięknych i wzruszających klimatów szuka się długo i tylko czasami znajduje. Jest jeszcze klasyczna gitara w części wstępnej 'Dirge For November', są 'klimatyczne' dźwięki w 'Patterns In The Ivy' a wszystko co najlepsze dla tego albumu zespoliło się w ponad 12 minutowym końcowym 'Blackwater Park'.

Tym albumem Opeth wyznacza (chyba) nową ścieżkę rocka progresywnego. Nie ma tu długich, improwizowanych partii instrumentalnych, nie ma precyzyjnie budowanej progresji ale jest oniryczna atmosfera, klimat. Możliwe, że ten album za kilka lat będzie czymś obowiązkowym dla muzycznej edukacji. Dzisiaj prowadzi nas w zaklęte, tajemnicze, może romantyczne rejony świata- tylko nie bardzo wiadomo jakiego.

Mazaja [Jacek Mazanec]