powrót

PORCUPINE TREE SIGNIFY TOUR 'FIRST LIGHT'
KRAKÓW HALA KONCERTOWA FILHARMONII PAŃSTWOWEJ, 01 PAŹDZIERNIKA 1997

Kiedyś istniała audycja w radiu, której nazwy brzydzę się dziś wymieniać i czego nie zrobię. I tak będzie wiadomo: 'Rock Malowany Fantazją' prowadzony nocami przez Piotra 'DJ KOSIAKA' Kosińskiego - choć wówczas nie sądził on zapewne, że tak blisko komputerów będzie - wręcz za nimi nie przepadał. Pewnej nocy padły słowa: "Niesamowita formacja z Wysp Brytyjskich przybędzie do Polski. Pierwszy, Drugi, Trzeci października! Porcupine Tree! Posłuchajmy jak grają" Po tych słowach zabrzmiał jeden utwór 'The Sound of No-One Listening' czyli jak dla mnie 'Dźwięki do Nie-Jednokrotnego Przesłuchania'

Ten numer z singla 'Waiting" wydanego na winylu - o czym wówczas nie wiedziałem, a który jakiś czas później nabyłam za... straszne pieniądze; spowodował telefon i rezerwację biletu na koncert. W dniu koncertu 01/10/1997 pojawiłem się raniutko w Krakowie, z nadzieją na spotkanie z grupą. Poszwendałem się po Krakowie, by około 15 trafić do Salonu Rock Serwisu w oczekiwaniu na czterech wspaniałych muzyków, którzy mieli przyjechać i podpisywać płyty. Malutki lokal zebrał ponad trzysta osób ustawionych w długiej kolejce i czekających. Wreszcie pojawili się ONI: Steven Wilson, Richard Barbieri, Chris Maitland, Colin Edwin. Powolutku rozpoczęło się podpisywanie - co dokumentują dwa zdjęcia ze sklepu i moja płyta 'SIGNIFY' - od tamtego czasu przesłuchałem ją kilkaset razy, a może i więcej...

Wieczorem około 18:00 stawiłem się z biletem (CENA: 38,00 PLN !!!) przed Filharmonią. Po wejściu, rozpakowaniu się w szatni zająłem miejsce: Parter Strona Lewa, Rząd 10, miejsce 14. I czekałem. Na początek zagrał support: polska formacja LIZARD (czy ich pamiętacie?). Bardzo dobrze grająca grupa, choć wtedy nie bardzo mi odpowiadała. Aczkolwiek zagrali lekko psychodelicznie i dość mocno. Takie utwory jak: 'Galeria iluzji', 'Autoportret' czy tytułowa suita z pierwszej płyty 'W krainie szmaragdowego jaszczura' dały dowód na dobre polskie granie. Jednakże jak powtarzam, w tamtym czasie nie byłem pasjonatem LIZARD.

Po przerwie technicznej na scenie zrobiło się ciemno i dało się usłyszeć dziwne angielsko brzmiące pasaże - bardzo, bardzo jednostajne, to 'The Sky Movies Sideways' i jak na płycie (o tym samym tytule ) po kolei dołączali muzycy i instrumenty. Po dwudziestu !!! minutach pierwszego utworu, zespół się przywitał i potężną ścianą dźwięku zaczął nas ZNACZYĆ, rozpoczęło się 'Signify' utwór tytułowy z najnowszej płyty takie, jakie później pojawiło się na albumie Coma Divine czy Live In Poland Spring 2001. Utwór po kilkunastu minutach przeszedł w pełne wykonanie 'Waiting I+II', co słyszałem tej jeden jedyny raz na żywo. Pierwsza część zakończyła się krótką wypowiedzią Stevena i utworem 'Sleep Of No Dreaming' mocno psychologicznym (psychicznym?) choć nie należącym do moich ulubionych. Wszystko się uspokoiło a swoje umiejętności miał możliwość zaprezentować Richard Barbieri 'Up The Downstair' poruszyło publiczność znacząco, by jednak wszyscy mogli się wykazać po jakimś czasie rozbrzmiał połączony razem 'The Moon Touches You Shoulder / Always Never' ze śpiewającym chórki Chrisem i rytmicznie bujającym się - wydawałoby się śniącym - Colinem. Połączenie to znalazłem później w wydawnictwie TRANSMISSION _ COMA DIVINE II. Po tym zabrzmiał 'Dislocated Day' z fantastycznymi ostrymi gitarami Stevena, a tuż po nim coś chyba specjalnie dla Colina i Chrisa: 'Moonloop'. I znów chwila uspokojenia, a tymczasem to już prawie półtorej godziny grania chwila odpoczynku i rozpoczyna się witany wrzaskami, brawami i gwizdami sztandarowy numer tamtych czasów: 'Radioactive Toy' GIVE ME THE FREEDON TO DESTROY, GIVE ME RADIOACTIVE TOOOOOOOYYYYYYYYYYYY!!!!!!!' Śpiewa KILKASET osób. Takiej jazdy w tej Filharmonii to chyba jeszcze nie było. Po szesnastu minutach zespół podziękował i zniknął.

Publiczność nie dała jednak za wygraną i skwapliwie zaczęła skandować POR-KU-PAIN POR-KU-PAIN POR-KU-PAIN !!! I udało się. Wrócili na scenę by zagrać dwudziesto minutowy, rozpasany, psychodeliczny przenoszącą w inny wymiar... THIS REMARKABLE SOMETIMES INCOHERENT TRANSCRIPT ILLUSTRATES A PHANTASMAGORIA OF FEAR, TERROR, GRIEF, EXALTATION AND FINALLY BREAKDOWN. Tak to 'Voyage 34' Wielu obecnych breakdown wprowadziło w życie - wilki rytmicznie poruszający się tłum - FANTAZJA! Po wszystkim wyszli, by nawróceni krzykiem dopiec nam ostatnim już 'Not Beautifil Anymore' - po raz kolejny z płyty Up The Downstairs. Nie pamiętam jak wróciłem do Wrocławia, ale spóźniłem się na pociąg i cztery godziny tkwiłem na dworcu. Ale było warto. Kiedy wrócicie?

TRACK SET LIST:
01. The Sky Movies Sideways Phase One
02. Signify
03. Waiting Phase One + Phase Two
04. Sleep Of No Dreaming
05. Up The Downstair
06. The Moon Touches Your Shoulder + Always Never
07. Dislocated Day
08. Moonloop
09. Sever
10. Radioactive Toy

BIS
01. Voyage 34 Phase One Improvisation
02. Not Beautiful Anymore