powrót

PORCUPINE TREE - "In Absentia" (tekst oryginalny)


In Absentia jest plyta przekraczajaca wszelkie bariery, laczac piekno i brzydote, agresje i smutek, bol i ukojenie w jedna calosc. Tak jak kazdy czlowiek sklada sie z elementow dobra i zla, IA zawiera w sobie wszystkie elementy, a wiec jest odzwierciedleniem duszy. Jest plyta jaknajbardziej progresywna, ale w doslownym znaczeniu tego slowa - plyta podazajaca naprzod, plyta 21 wieku, laczaca rozne gatunki muzyczne, rozne formy i dzwieki. Obrazy ktore wywoluje w podswiadomosci zaskakuja swa roznorodnoscia...

IA zabiera mnie w podroz do krainy podswiadomosci, obnazajac najbardziej ukryte zakatki duszy, te, o istnieniu ktorych wolalabym zapomniec...

Od mrocznych obrazow zgrozy wywolanych przez "Wedding Nails" lub "Strip the Soul", po melancholijne pejzaze bolu w :Heartattack in Lay By" i "Collapse the Light Into Earth", ta plyta nie moze nie wzruszac, nie moze pozostawiac w obojetnosci. Jest najbardziej emocjonalna plyta w dorobku Porcupine Tree, najbardziej roznorodna, laczaca elementy tak odmienne, ze wydaja sie nie pasujacymi do umieszczenia na tej samej plycie... A jednak, kiedy slucha sie tej plyty w calosci, wszystkie utwory harmonijnie ukladaja sie jak puzzle w jednolity obraz. Jest to obraz czlowieka oderwanego od swiata, targanego przez emocje I chory umysl. Goraczkowo chwytajacego sie okruchow swiadomosci, zanim zapadnie kurtyna paranoi...

Umysl uwieziony przez emocje, emocje przekrajajace dusze nawpol, obierajace ja jak pomarancze z odpornej skorki codziennosci.

IA jest spowiedzia... Spowiedzia z bolu, samotnosci, izolacji, agresji... Pragnac zapomniec o wlasnym bolu, zadajemy go innym. Krzywdzimy innych chociaz tak naprawde chcemy skrzywdzic siebie. Czlowiek z IA jest pelen zalu I nienawisci do siebie ale rani innych, poniewaz brak mu odwagi zranic siebie samego...

IA nie da sie rozdzielic na utwory ulubione i te przez ktore sie przeskakuje. Jest caloscia i jako calosc przemawia do mnie. W zaleznosci od nastroju, rozne utwory odbieram inaczej. Sa chwile, kiedy bol z "Heartattack..." staje sie moim bolem, a agresja z "Creator Had a Master Tape" jest moja agresja. Ale ta plyta nigdy nie zostawia mnie obojetna!

Byc moze tegoroczne koncerty Porcupine Tree wywarly olbrzymi wplyw na moj stosunek do tej plyty. Uslyszec te same utwory na zywo, zobaczyc wyraz twarzy Steven'a Wilson'a znieksztalcony w sarkastycznym usmiechu w "Sound of Muzak", ktory nagle nabiera powagi i smutku kiedy z zamknietymi oczami prawie szeptem spiewa "Heartattack..." Zreszta, ten ostatni utwor byl dla mnie kulminacja ostatniego koncertu. Utwor, ktory w moim przypadku przywoluje w pamieci dwa pojecia filozoficzno-literackie. Jedno, to "katarsis" - oczyszczenie. "Heartattack..." oczyszcza z brudu swoim melancholijnym bolem. Nie jest to utwor skaplikowany, ale jakze piekny w prostocie tego smutku... Czy bol moze byc piekny, albo piekno - bolesne? "Heartattack..." jest odpowiedzia...

Drugie pojecie, to "Epiphany", w sensie w ktorym zostalo uzyte przez James'a Joyce'a w "Portret of the Artist as a Young Man". Objawienie nie koniecznie musi miec skojarzenia religijne. Jest to przede wszystkim przezycie duchowe, zmieniajace dotychczasowe zycie czlowieka. Objawienie, ktore jest wywolane obserwacja piekna... Objawienie, ktore zmusza do przemyslenia wlasnego zycia, zmusza do wewnetrznych zmian. Dlaczego akurat In Absentia stala sie moim "objawieniem"? Bo obudzila we mnie namietnosci o ktorych pragnelam zapomniec zyjac w tym materialistycznym kraju. Nagle zachlystnely mnie kolory I obrazy ktorych nigdy nie mialam odwagi namalowac. Ta muzyka uwolnila moja wyobraznie, motywujac do wyprobowania nowych szalonych rzeczy ktorych wczesniej nie uzywalam w mojej sztuce...

Dla mnie "Heartattack in Layby" jest utworem zatrzymujacym oddech w piersi. I nie wazne, ze ten utwor jest najmniej popularnym wsrod fanow PT. Kocham ten utwor prawdopodobnie z zupelnie maloznaczacych wzgledow. Pozornie bardzo prosty, bez skomplikownych gitarowych solowek, bez ambitnych instrumentow, ten utwor jednak przyciaga uwage - ta melodia, ten smutek, ten ladunek emocjonalny... Nie mam wyksztalcenia muzycznego, wiec nie potrafie obiektywnie ocenic wszystkie walory muzyczne tego utworu. Moge wylacznie mowic o nim od strony emocji, co, bedac kobieta, chyba robie najlepiej.

I nie obchodzi mnie ze inni moga uznac ten utwor za melodramatyczny, z prosciutka melodja I niepodobnym do Steven'a glosem. Ten utwor dotyka mojej duszy w sposob w jaki zaden inny nie jest w stanie dotknac...

Ten glos, te emocje, ten smutek zawarty w "Heartattack" sa prawie nie do zniesienia w swym uroku! Czy nie masz czasem lzy w oczu patrzac na piekno? Czy czujesz czasem niewypowiadalny bol bo cos jest tak piekne, tak kruche, tak ulotne - nierealne? Nie wstydze sie tych uczuc kiedy dotycza sztuki, bo te uczucia znacza ze moja dusza jest zywa I nadal nieskorumpowana przez pospolitosc I rutyne...

Kto powiedzial, ze wielkie dziela koniecznie powinne byc skomplikowane? Jesli jakis utwor mnie wzrusza, wywolujac obrazy w mojej wyobrazni, jesli dotyka najglebszych zakatkow mej duszy - taki utwor dla mnie jest naprawde wielki. I jesli wywoluje lzy w oczach za kazdym razem kiedy go slysze - niech beda lzy! I jesli przewraca moja dusze dogory nogami - tym lepiej!

Dla mnie caly urok Porcupine Tree polega na tym, ze zespol nie zatrzymuje sie na jednym, caly czas rozwija sie, szuka nowych form i sposobow wyrazu a jednoczesnie zachowuje "dusze" w swojej muzyce, zostaje wierny emocjom. I nic nie szkodzi, ze IA jest o wiele ciezsza od poprzednich plyt, przesiaknieta krwawym mrokiem, niepokojaca umysl i wyobraznie... To przez te duza dawke niepokoju ktora dostaje za kazdym razem kiedy slucham IA, przez te zmysly rozkolysane a zarazem ukojone, za to wzystko jestem wdzieczna Porcupine Tree. Za to, ze ta muzyka zmusza do analizy wlasnej duszy, wlasnego "ja", zmusza do przyjrzenia sie samej sobie. Po co? Czyz nie latwiej jest przechodzic z dnia na dzien nie zawracajac sobie glowy podobnymi rozwazaniami? Przeciez tak jest latwiej - bezmyslnie, bezbolesnie trwac w swiecie zdominowanym przez ambicje i materializm... Ale jednak sie zatrzymuje, zastanawiam sie... Postanawiam cos zmienic w sobie... I jesli muzyka ma na mnie taki wplyw, to jestem wdzieczna jej autorom!

Marysia