powrót

"S M P Te"

TRANSATLANTIC: "S M P Te"

Wielki jest ten Transatlantyk. Pojawił się niespodziewanie (roku muzycznego 2000) między wodą a niebem, i zesłał na Ziemię dźwięki - swoją pierwszą płytę. To muzyka, która jest częścią każdego "ja" - tego lepszego i piękniejszego. Jak pisać o tej płycie? Z wątpliwościami i strachem,wynikającym z uświadomienia własnej nieudolności wobec piękna. Pisać, to także zobaczyć jak ubogie są słowa wobec takiego grania.


Co to za muzyka? Najczęściej mówi się o niej "rock progresywny". W praktyce znaczy to rozbudowaną, zróżnicowaną w formie, muzykę rockową. Są w niej zmieniające się linie melodyczne, instrumentalne popisy, zaskakujące podziały rytmiczne i długie utwory - suity. Na tej płycie (SMPTe) otwierający ją utwór trwa 30:52. Ale nie o długość ale jakość grania chodzi. Dostaliśmy 77 minut wspaniałej muzyki nawiązującej do takich wielkich "progresywnych" jak Yes, King Crimson, Pink Floyd, Genesis, Procol Harum. Transatlantyk to ta sama wrażliwość, ta sama przestrzeń dźwiękowa.


"SMPTe" - to tylko literki, które są namiastką nazwy płyty ale znaczą wiele. S - to Roin Stolt (gitara elektryczna i akustyczna, melotron, instrumenty perkusyjne, wokal), lider znakomitej szwedzkiej grupy progresywnej The Flower Kings. M - to Neal Morse (główny wokal, gitary, keyboardy) to też lider, tyle że amerykańskiej grupy art rockowej Spock's Beard. P - Mike Portnoy (perkusja, wokal) to perkusista wielkiej, amerykańskiej formacji progresywno - metalowej Dream Theater. I wreszcie T (właściwie Te) - to Pate Trewavas, basista sztandarowego zespołu progresywnego grania: Marillion. Drożdżami tej supergrupy byli amerykanie: Mike Portnoy i Neal Morse. Ten drugi stał się dostawcą znakomitego materiału, który twórczo i po mistrzowsku rozwinęli pozostali. Wszyscy panowie to znakomici instrumentaliści. Słychać jak rozmawiają, czasami się sprzeczają, ale zawsze są to cztery równorzędne instrumentalne głosy. Sprawność techniczna poraża ale nigdy nie jest ważniejsza niż to "co" grają.


Jaka to płyta? Znakomita!! Rozpoczyna ją, perła w tej koronie, ponad 30 minutowa suita "All Of The Above". Składa się z sześciu części i jest w niej wszystko to, co w graniu progresywnym najlepsze. Wiele pięknych tematów, powracających wątków muzycznych, znakomite instrumentarium. Są fragmenty, w których słychać Yes ("Close To The Edge"), Pink Floyd ("Atom Heart Mother"). Jest też Genesis ze swoim "Supper's Ready". Jest wielogłosowy wokal, są popisy instrumentalne a całość przenosi w różne rejony muzyczne: od patosu, przez jazzujące przestrzenie, po lirykę, psychodeliczne plamy i balladowe granie. To są jedne z najpiękniejszych minut, jaki może dać rock. Kolejny utwór "We All Need Some Light" to przepiękna ballada - chyba przebój tej płyty. Rozpoczyna akustyczna gitara - pojawiają się (stopniowo) inne instrumenty - i śpiew: delikatny, nastrojowy z piękną harmonią w partiach wielogłosowych. Całość narasta, potężnieje, nabiera mocy, by pod koniec rozsiewać harmonie dźwięków i ... rozpłynąć się w łagodności zakończenia. Z kolei "Mystery Train" to utwór dynamiczny, patetyczny, nawet nieco agresywny. Pojawia się trochę elektroniki i "ładnego" zgiełku. Za to "My New World" rozpoczynają dźwięki wiolonczeli. To jest muzyczne misterium. Głównym sprawcą jest Roine Stolt (grupa The Flower Kings) występujący tutaj w roli głównego wokalisty. Jakże wspaniale jego głos pasuje do tej kompozycji. Pozostali panowie tworzą harmonie wokalne a w części instrumentalnej osiągają mistrzostwo zespołowego grania. I wreszcie "In Held Twas In I" - fantastyczny finał płyty. Jest to "przeróbka" utworu Procol Harum z płyty "Shine On Brightly" wydanej w 1968 roku. Motorem nagrania tego utworu był Mike Portnoy (Dream Theater), zachwycony tym progresywnym, zapomnianym utworem. Także Roine Stolt (The Flower Kings) znał płytę Procol Harum, i to już od dzieciństwa. Rozmach tego utworu pozwolił na zaprezentowanie się każdego z twórców Transatlantyka od strony instrumentalnej. To absolutne "mistrzostwo" świata! Technika tych panów wręcz poraża. Również wokalnie wszyscy prezentują się znakomicie. Część utworu to narracja, a świetnym "opowiadaczem" jest perkusista Mike Portnoy.


"SMPTe" to płyta marzeń. Wszystko to co najlepsze i najciekawsze w progresywnym graniu zostało zrealizowane w nowoczesny i perfekcyjny sposób. Powstał wspaniały album, który przy każdym przesłuchaniu zaskakuje czymś nowym, oryginalnym. To jest przejście muzyki progresywnej do nowego wieku - wspaniałe i doskonałe pod każdym względem. Transatlantyk pojawił się niespodziewanie między wodą a progresywnym niebem... . Czy jeszcze powróci drugą i kolejnymi płytami ? Oby !!


Mazaja [Jacek Mazanec]