POWRÓT

CAMEL

Historia grupy Camel rozpoczyna się w Anglii, w hrabstwie Surrey. Tam w 1971 roku Andrew Latimer i jego brat, wraz z Andy Wardem i Doug Fergusonem tworzyli grupę Misty. Wcześniej występowali w okolicy Guildford jako Brew, oraz jako grupa towarzysząca Philipowi Goodhand-Taitowi (jako trio Latimer, Ferguson, Ward).

Po odejściu brata, Latimer rozpoczął poszukiwania nowego klawiszowca. Ostatecznie został nim Peter Bardens, który podczas przesłuchania grał na pożyczonych organach Hammonda. Miał on za sobą znacznie bogatszą przeszłość w porównaniu z resztą muzyków. Występował między innymi z Them (z Vanem Morrisonem) i Shotgun Express.

Pierwszy koncert tak sformowanego Camel odbył się w grudniu 1971 roku. Jako gwiazda wieczoru wystąpił wówczas Wishbone Ash.

15 sierpnia 1972 roku muzycy zamknęli się na 12 dni by nagrać swoją pierwszą taśmę demo. Szybko okazało się, że głównym problemem grupy był brak dobrego wokalisty.

Być może było to głównym powodem niebyt wielkiej popularności debiutanckiego albumu "Camel". Śpiew na debiucie robił niezbyt dobre wrażenie - brak było w nim charyzmy. Dlatego też płyta wypadała najlepiej we fragmentach instrumentalnych.

Warto wspomnieć o pewnym wydawnictwie poprzedzającym debiutancką płytę - oficjalnym bootlegu "Camel On The Road 1972. Był on rejestracją ówczesnych koncertów formacji. Jak należało się spodziewać obfitował on w wiele improwizacji pokazujących niezwykłą wyobraźnie muzyczną i doskonały warsztat muzyków.

Na kolejnym albumie "Mirage" z 1974 roku grupa odbiła od blues-rockowych korzeni zwracając się ku muzyce dość odmiennej. Tu właściwie powstał niepowtarzalny styl Camel. Wiele odniesień w warstwie tekstowej dotyczyło dzieł literackich J.R.R Tolkiena. Taka też była muzyka -delikatna, pełna dźwiękowych pasaży, tylko z rzadka urozmaicona agresywniejszym zagraniem gitary, czy bardziej ciętym dźwiękiem klawiszy.

I znów nastąpiła seria koncertów, głównie w USA, często jako support do Wishbone Ash i Chicago Climax Blues Band.

Zimą 1975 Latimer i Bardens powrócili do komponowania. Tym razem zamierzali stworzyć concept album na podstawie dzieła literackiego. Latimer zaproponował "Śnieżną Gęś" Paula Gallico. Mimo że Bardens na początku był przeciwny w końcu jednak dał się przekonać. Ostro zabrali się do pracy i jeszcze tego samego roku "The Snow Goose" znalazł się w sklepach.

Niestety nie udało się wykorzystać oryginalnych tekstów z książki, podobno bowiem jej autor był zagorzałym przeciwnikiem papierosów, a logo Camel do złudzenia przypominało 'markę jednej z marek' tego towaru.

W efekcie "The Snow Goose" wypełniła muzyka instrumentalna zrealizowana z niebywałym kunsztem i rozmachem. Muzykom towarzyszyła nawet orkiestra symfoniczna. Słuchacze doskonale poznali się na płycie o czym świadczyła jej wysoka pozycja na liście bestsellerów (22 miejsce w Wielkiej Brytanii). Natomiast w Stanach Zjednoczonych pomysł concept albumu nie został dobrze odebrany. Amerykański wydawca nie krył przerażenia na wiadomość o tej, bądź co bądź, niekomercyjnej formie.

Być może z tego powodu następna płyta Camel, "Moonmadness" składała się z krótszych piosenek. Tym razem naczelną ideą było zaprezentowanie każdego muzyka w oddzielnej piosence, która miała być czymś w rodzaju jego wizytówki. Każdy na czas trwania jednego utwór mógł się poczuć najważniejszy.

Doug Fergusona poczuł się tak w Camel po raz ostatni, bowiem już na kolejnym longplayu w składzie zastąpił go David Sinclair ku potężnej uciesze reszty grupy. Muzycy bardzo chcieli, by w grupie znalazł się ktoś z inklinacjami jazzowymi, a Sinclair ze swoją praktyką w Caravan i Hatfield & The North wydawał się idealny. Dodatkowym atutem nowego członka był jego głos. Przez Melody Maker pan ten został określony jako "jedyny, który potrafi śpiewać we właściwym tego słowa znaczeniu". W składzie pojawił się również znakomity saksofonista Mel Collins znany ze współpracy choćby z King Crimson.

W tym odświeżonym i zobowiązującym składzie Camel rzeczywiście nasączył swoją muzykę jazzem jednocześnie wędrując w stronę nieco bardziej komercyjnych rejonów.

Kolejne albumy sygnalizowały coraz większy kryzys artystyczny w grupie. W "Breathless" (1978) i "I Can See Your House From Here" (1979) w muzyce Camel coraz trudniej było znaleźć coś interesującego. Choć przekornie na tym drugim dokonaniu znalazł się jedna z najpiękniejszych kompozycji grupy - Ice. Wtedy egzystował już nieco odmieniony skład - zamiast Bardensa i Sinclaira pojawili się Schelhaas i Kit Watkins - obydwaj grający na instrumentach klawiszowych, oraz basista Colin Bass. Nie zagrzali oni jednak zbyt długo miejsca. Poza Bassem. Od tej pory skład stracił wszelkie cechy stałości i poza Latimerem żaden z muzyków pierwszego składu nie dotarł do początku lat 80.

Grupa na chwile powróciła do formy płytę "Nude" z 1981 roku opowiadającej historię zagubionego na bezludnej wyspie japońskiego żołnierza. Jednakże kolejny longplay "The Single Factor" (1982) to prawdziwy koszmarek. Wypełniają go krótkie, zagrane bez polotu piosenki.

Po dwóch latach przerwy, w 1984 roku, wielbiciele Wielbłąda znów triumfowali nad sceptykami, którzy spisali zespół na straty. "Stationary Traveller" stał się jednym z epickich arcydzieł lat 80. Przygnębiający, przytłaczający swoją surowością, świetnie oddaje atmosferę podzielonego murem Berlina, gdzie wielu bliskich sobie znalazło się po dwóch stronach absurdalnej budowli.

Miała to być ostatnia płyta Camel - rodzaj pożegnania w szczycie formy. Na osłodę rozstania ukazał się jeszcze zestaw koncertowy płyta-kaseta Video "Pressure Points".

Gdy Camel zamilkł Latimer miał spore kłopoty prawne w związku z nie istniejącą już formacją. A jako, ze został jedynym spadkobiercą Wielbłąda sam musiał się z nimi uporać. Sprawa trwała pięć lat od 1982 do 1987. Głównym powodem były dawne kwestie finansowe Camel. W roli oskarżonego i oskarżyciela występował były menadżer grupy Geoff Jukes, któremu winę udowodniono, jednak Latimer nie dostał z tego powodu żadnego pieniężnego zadośćuczynienia.

W 1988 Andy ze swoją żoną Hoover wyjechali do USA. Trzy lata wcześniej była gotowa płyta stworzona praktycznie tylko przez Latimera "Dust and Dreams". Tyle, że było nikogo chętnego do wydania tej muzyki. Sam Latimer wspomina, że gdy szukał wydawcy, spotkał się nawet z odmową uzasadnioną faktem zbyt poważnego wieku muzyka. Nie poddając się Hoover i Latimer powołali do życia Camel Productions, która miłą się zająć wydawanie płyt Camel. Przeznaczyli na to przedsięwzięcie swoje wszystkie oszczędności więc był to krok nader ryzykowny. W efekcie jednak powiodło im się i od tej pory Camel Productions rozpoczęło akcję wydawania nowych i przeszłych dzieł Camel. W 1991 pojawiła się na rynku wspomniana płyta "Dust and Dreams", częściowo nagrana od nowa.

Płyta ta konsekwentnie realizuje kurs wyznaczony przez "Nude" i "Stationary Traveller". Ze stylistyki grupy umknęła dawna baśniowość. Tym razem muzyka została oparta na "Gronach Gniewu" Johna Steinbecka.

Ostatnia jak do tej pory studyjna płyta Camel "Harbour of Tears" opowiada historię irlandzkich emigrantów, którzy wyruszyli w nieznane z tytułowego Portu Łez, zostawiając nierzadko całą swoją rodzinę. Wśród opuszczających swoją ojczyznę znajdował się również przodek Latimera.

Camel istnieje do dziś, rzadko, ale regularnie wydając nowe płyty. I mimo, że z wieloosobowej formacji przekształcił się w praktycznie jednoosobowy projekt, wciąż ma do zaoferowania wartościową muzykę pełną wrażliwości i wyobraźni.

Dyskografia:
Live On the Road '72, Camel (73), Mirage (74), The Snow Goose (75), Moonmadness (76), Raindances (77), A Live Record (78), Breathless (78), I Can See Your House From Here (79), Nude (81), The Single Factor (82), Stationary Traveller (84), Pressure Points (84), Dust and Dreams (91), Echoes (93), Never Let Go (93), Live On the Road '72 (94), Live On the Road '82 (95), Harbour of Tears (96), Rajaz (99), A Nod And The Wink (02)